wtorek, 16 listopada 2021

Przewodnik po piosenkach: Damon Albarn - The Nearer The Fountain, The More Pure The Stream Flows (12.11.21)

Dwunasty listopada przyniósł premiery dwóch nowych albumów dwóch fantastycznych wokalistów i autorów tekstów, którzy przez lata zachwycali publiczność na całym świecie charyzmą, oryginalnym stylem i ekspresją sceniczną. Choć osiągnęli komercyjny sukces, nie poprzestali na nagrywaniu utworów pod publikę, dbając o jakość i przekaz swojej twórczości. Choć trafili ze swoją muzyką do nieco innej grupy słuchaczy, oboje mają wiele wspólnego - mają coś ważnego do przekazania i urzekają szczerością. Skoro Dave Gahan doczekał się już tekstu na tej stronie, nadeszła pora na Damona Albarna.

Blur, Gorillaz, The Good The Bad & The Queen, współpraca z muzykami z Afryki, wreszcie twórczość solowa... Albarn próbował w swojej karierze wielu muzycznych dróg, każdą z nich kroczył odważnie, osiągając sukcesy i zdobywając serca fanów. Brit-pop, rock alternatywny, jazz, muzyka świata, hip-hop - nie było dla niego rzeczy niemożliwych, bo zawsze stawiał na szczerość, komentował otaczającą go rzeczywistość i pisał teksty, które stawały się z upływem lat ponadczasowe. Tak, słusznie się domyślacie, że Damon Albarn jest dla mnie osobiście jednym z najważniejszych artystów ostatnich lat.

Nagrywając siedem lat temu "Everyday Robots" poszedł na całość, stawiając całkowicie na wrażliwość, poruszenie czułych strun i opowiedzenie tego, co bardzo osobiste. Zrobił to doskonale - po swojemu i z klasą. Przyznam, że tym albumem trafił prosto w moją duszę, dlatego tym chętniej sięgnęłam po "The Nearer The Fountain, The More Pure The Stream Flows", który kontynuuję tę muzyczną ścieżkę. Dość obszerną recenzję tej płyty znajdziecie niebawem na łamach soundrive.pl, ale to jeden z tych albumów, o którym można rozmawiać znacznie dłużej. 

To płyta niepozorna - bardzo wycofana, spokojna, nienarzucająca się słuchaczowi, lekka, refleksyjna, a jednak zostająca w głowie, za sprawą głosu, narracji, atmosfery. John Clare - "Miłość i pamięć", krajobrazy Islandii, orkiestrowe aranżacje, plan koncertu symfonicznego - to punkty wyjścia do tego materiału. Aby ukazać pełny obraz tych inspiracji, postanowiłam zebrać wypowiedzi artysty i przytoczyć je, a tym samym cykl "Przewodnik po piosenkach" nabrał otwartego charakteru :)

O powstawaniu albumu artysta opowiadał następująco: 

"Islandia to miejsce sprzyjające medytacji nad drobiazgami i cząstkami. Marzyłem, by skomponować muzykę spoglądając przez okno [na te piękne krajobrazy], gdy przyjaciel organizujący Lyon Festival złożył mi bardzo kuszącą propozycję - możesz zrobić co tylko zechcesz. Miałem już pomysł na projekt, który nie sądziłem, że będzie kiedykolwiek możliwy do realizacji, więc zorganizowałem muzyków grających na instrumentach dętych, smyczkowych, perkusji i klawiszach i zaaranżowałem interesujące połączenie".

Te niezwykłe doświadczenia na Islandii stały się punktem wyjścia do stworzenia płyty. Albarn postanowił napisać popowe piosenki, które pozwolą mu przenosić się myślami w różne miejsca na świecie w czasach, gdy możliwość fizycznego podróżowania została ograniczona. "Chciałem zobaczyć, dokąd mnie ta [muzyka] zaprowadzi. Czasem zabierała mnie do Urugwaju i Montevideo. Innym razem podróżowałem do Iranu, na Islandię czy hrabstwa Devon".

Muzyk, który jest właścicielem domu na Islandii, wychował się w Anglii. Na albumie zawarł wspomnienia z dzieciństwa, jak opowiadał The Sun, w tamtych czasach interesowała go ornitologia, a zamiłowanie do obserwowania ptaków pozostało mu do dziś. Mówiąc, że "dwa utwory zostały zatytułowane na cześć ptaków", artysta ma na myśli kompozycje "The Cormorant" oraz "Daft Wader".

Przez kilka tygodni, gdy matka Damona była bardzo chora, chłopak mieszkał z dziadkami na wsi w Lincolnshire. Spokój, wolność i dzika przyroda miały na niego ogromny wpływ. Spędzał wiele czasu z dziadkiem, opiekując się zwierzętami, spacerując z psem, a także przebywając sam na sam z naturą. Kochał obserwować ptaki, które żyły na farmie, takie jak "pustułki, gawrony, grzywacze, czajki, skowronki, trznadle, zięby i pliszki". Dołączył nawet do "Klubu Młodych Ornitologów", gdzie zdobył odznakę. Wspomina także, że zimą dokarmiał ptaki, wsypując jedzenie do ogrodowego karmnika: 

"Wymyśliłem, że jeśli założę na siebie białą płachtę z dwoma maleńkimi otworami na oczy i będę zupełnie nieruchomy, będę mógł stać tuż obok karmnika i obserwować ptaki z bliska".

Miłość do przyrody pozostała mu do dziś. Jego dom na skraju Reykjaviku to miejsce, z którego rozpościera się oszałamiający widok: 

"To dosłownie koniec strefy. Nie ma innego domu w promieniu 2 mil. Widać stąd dolinę, w której jest mój dom i morze tuż za nią. Dalej wdać zatokę z latarnią morską. Pływam tam codziennie, kiedy tu jestem, latem lub zimą. W tej chwili, od września do października, morze jest najcieplejsze”. Zatokę otaczają ośnieżone góry. „Woda cofa się podczas odpływu, pozostawiając błoto” — wyjaśnia. „Zbierają się tu tysiące ptaków brodzących”. Wśród swoich ukochanych ptaków wymienia kruki, które uważa za niezwykle mądre. 

Albarn jest też pod wrażeniem ludności Islandii, dla której jest pełen szacunku i uznania:

„Wyobraźnia Islandczyków jest doskonale dostrojona do dużych, otwartych przestrzeni, w których rozgrywają swoje fantastyczne historie. „Są też bardzo spokojnymi, zrównoważonymi ludźmi, bardzo demokratycznymi i nie mają otwartego systemu klasowego, takiego jak nasz”.

Kompozycja "Particles" narodziła się z rozmowy z kobietą - rabinem, którą artysta odbył podczas lotu na Islandię. 

„Ta urocza starsza pani powiedziała mi, że próbowała uciec przed pewnymi cząsteczkami, ale nie mogła. Powiedziała, że ​​gdyby były dla kogoś przeznaczone, by go znalazły."

Ta kompozycja odnosi się także do zjawiska zorzy polarnej, które można obserwować na Islandii: „Zorza polarna to piękny spektakl, który jest bezpośrednim skutkiem obecności cząstek wysyłanych przez wiatr słoneczny ze Słońca”.. „Umierają, gdy uderzą w ochronną powłokę Ziemi, ale podczas swojej śmierci wywołują reakcję chemiczną, która daje nam ten magiczny pokaz świetlny”.


O kompozycji tytułowej, która dała nazwę albumowi, zainspirowanej wierszem "Miłość i Pamięć" Johna Clare'a mówi następująco: 

"Clare był poetą klasy pracującej, niezwykle interesującym człowiekiem, który wyprzedził czasy, w których żył (...). Gdy byłem dużo młodszy, mama podarowała mi antologię jego dzieł, ponieważ był z Essex, a tam spędziliśmy dużo czasu. Mam tę książkę od lat i czerpię z niej inspiracje. Już dawno podkreśliłem frazę "The nearer the fountain", ponieważ czułem, że stanie się pomostem do czegoś wyjątkowego". 

Mam nadzieję, że te wypowiedzi ukazują jeszcze pełniejszy obraz tej płyty i dają dowód na to, że mamy do czynienia z artystą o wyjątkowej wrażliwości, niezwykłym talencie i pięknej duszy.

Album znajdziecie w dobrych sklepach muzycznych i na serwisach streamingowych :)


Źródła: The Sun, NME