niedziela, 22 lipca 2018

Jonathan Bree - Sleepwalking (8.06.2018)


Jonathan Bree - Sleepwalking
Czarno-białe stroje, niewidoczne twarze, maski pokryte spandexem, peruki rodem z lat sześćdziesiątych i porywająca do tańca melodia. Taką intrygującą stylizacją zaskoczył Jonathan Bree w teledysku do "You're So Cool", który doczekał się już prawie pięciu milionów wyświetleń. Nowozelandczyk w czerwcu wydał swój trzeci solowy album, zapraszając słuchaczy do świata marzeń sennych, w którym lekkie jak piórko melodie kontrastują z przebojową tanecznością i szczyptą muzyki klasycznej. 

Jonathan Bree zaczynał swoją muzyczną karierę dwadzieścia lat temu w zespole The Brunettes, współpracując z różnymi muzykami i eksplorując zakamarki ambitnego gitarowego popu. Na swojej najnowszej płycie proponuje nieco mroczniejsze, „lunatyczne” dźwięki rodem z filmów grozy, którym nie brakuje jednak popowej lekkości. Na "Sleepwalking" shoegaze i dream pop rodem z twórczości Slowdive spotykają tu nowoczesną elektronikę i tekstową błyskotliwość charakterystyczną dla solowych dokonań Damona Albarna oraz mrok, którego nie powstydziłby się sam Nick Cave


Nowozelandzki wokalista, inżynier dźwięku i producent obdarzony jest głębokim, emocjonalnym głosem, który w niektórych momentach przypomina wokal wyżej wymienionych artystów. W połączeniu z brzmieniem skrzypiec, klawiszowymi pasażami, szczyptą basowego pulsu, ciekawymi partiami gitar i nieoczywistymi dźwiękami instrumentów perkusyjnych tworzy klimatyczną, spójną i wyrafinowaną całość. To pełna intymności muzyka, której świetnie słucha się po zmroku. Pomimo popowej prostoty jest w niej coś ulotnego, nieosiągalnego, czego można doświadczyć tylko w snach. Pięknego, a jednocześnie niepokojącego. 

"Sleepwalking" to jedenaście zwartych, płynnie łączących się kompozycji, które ze względu na wykorzystanie brzmień instrumentów smyczkowych określa się mianem barokowego popu. Utwory snują się sennie, wybudzając słuchacza z elektronicznego transu co jakiś czas tajemniczym, nieco złowrogim szeptem, tanecznym pulsem czy też intrygującą solówką. Wokal Bree brzmi w nich bardzo przekonująco i wspaniale kontrastuje z żeńskimi głosami, dodającymi muzyce subtelności. 

Album rozpoczyna nagranie tytułowe. Gitarowe przestery i psychodeliczna atmosfera w połączeniu z brzmieniem skrzypiec i perkusyjnych przeszkadzajek tworzą spójną melodyjną, podkreśloną mrocznym wokalem Bree. To fantastyczne wprowadzenie w senny nastrój całości. Pierwszy damsko-męski duet pojawia się w "Boombox Serenade", czarującym romantyzmem, który pod koniec zostaje przełamany mroczną, urywającą się partią klawiszy. Płynnie przechodzi on w singlowy "You’re So Cool", pulsujący tanecznym dystyngowanym rytmem. Brzmienie utworu warstwa po warstwie, po kolei budują poszczególne instrumenty – skrzypce, klawisze, perkusja i gitara. To najdłuższa kompozycja na albumie, szybko wpadająca w ucho i zapadająca w pamięć. 

Ciekawie wypada także czwarty "Say You Love Me Too", w którym w pierwszej zwrotce słyszymy damski wokal, w drugiej zaś szepty Jonathana. Głosy obojga łączą się w dalszej części utworu. "Characters" to zaś kwintesencja tajemniczości. Utwór przypomina nieco jedną z części "The Selfish Giant" Damona Albarna. Szczyptę folkowych brzmień otrzymujemy natomiast w króciutkim "Roller Disco". 

"Valentine" to druga kluczowa, singlowa kompozycja na płycie, porażająca energią i tanecznością, jednocześnie przykuwająca uwagę ciekawymi partiami gitary i skrzypiec. "Static" to kolejny czarujący damsko-męski duet, w którym romantyzm zostaje skontrastowany gitarowym przesterem.
Mrok powraca w "Plucking Petals", zaśpiewanym przez Bree w duecie z przyjaciółką Princess Chelsea. Napięcie narasta tu z minuty na minutę dzięki brzmieniu cymbałek i psychodelicznej partii skrzypiec oraz dynamicznej grze na perkusji. "Coke" wyróżnia wykorzystanie instrumentów dętych, a całość wieńczy intrygująca lekkością kompozycja o uroczym tytule "Fuck It".

Trzeci solowy album Jonathana Bree to interesująca muzyczna propozycja na ciepły, letni wieczór, która ma szansę dobrze sprawdzić się także w koncertowej wersji. Artysta przyjedzie z zespołem na Soundrive Festival i wystąpi pierwszego dnia imprezy w gdańskim klubie B90. Ciekawe, jak wypadnie jego pomysł na aranżację sceny z wykorzystaniem "manekinowej" stylizacji…

8/10