środa, 14 lipca 2021

King Gizzard & The Lizard Wizard - Butterfly 3000 (11.06.2021)


Nowy kwartał - nowa płyta. Czy z takiego założenia wyszli King Gizzard & The Lizard Wizard na ten rok trudno jeszcze oceniać, mam jednak wrażenie, że nie jest to ostatnie tegoroczne wydawnictwo grupy. Nie mam bladego pojęcia, który to już album Australijczyków - Pitchfork twierdzi, że osiemnasty, choć jakby wliczyć wydawnictwa bootlegowe-koncertowe, byłoby chyba tego więcej. Pewne jest jednak to, że po kilku dosyć zachowawczych wydawnictwach, tym razem mamy do czynienia z muzyką świeżą, a przy okazji bardzo przyjemną. 

 

Jest lato, upały i czas, w którym jedyną możliwą formą spędzania czasu wydaje się być leżenie na trawie/plaży/piachu/leżaku/ materacu na wodzie/w kajaku czy jeszcze gdzieś indziej. Wygląda na to, że w takich okolicznościach znów świetnie sprawdzi się muzyka Australijczyków. Tym razem jest lekka jak piórko, lekkostrawna, urokliwie sympatyczna i totalnie nieprzeszkadzająca w odpoczynku. 

"Butterfly 3000" to psychodeliczna "podróż do przyszłości", jak zawsze nagrana z przymrużeniem oka, naturalną lekkością i uśmiechem. Muzycy żartują w albumowym opisie, że jest to materiał nagrany w roku 3021. Jak będzie brzmiała muzyka przyszłości trudno oczywiście wyrokować, ale przypuszczać można, że będzie nasycona elektroniką. Takie echa słychać na tym albumie. 

To połączenie charakterystycznego poszatkowanego stylu budowania kompozycji zespołu z klawiszowym sznytem, mikrotonowymi gitarowymi przesterami i niepodrabialnym wokalem Stu Mackenziego. Ta muzyka sprawia wrażenie nieprawdopodobnie radosnej i świetnie nadaje się na poprawę humoru, czy właśnie takie niezobowiązujące towarzystwo przy odpoczynku, spotkaniu z przyjaciółmi i beztroskim wylegiwaniu się. Mieni się pastelowymi kolorami i przywołuje te najsympatyczniejsze momenty wakacyjnej nieskrępowanej radości i chwil dziecięcej niewinności. Jest niczym różnobarwne motyle przemierzające kwieciste łąki w poszukiwaniu pożywnego i niezbędnego do życia nektaru. 

Aby nie było jednak zbyt radośnie, jak to na psychodelicznym albumie, są też elementy niepokojące i trochę bardziej mroczne, jak "Blue Morpho" czy "Interior People". W niespokojnych pandemicznych czasach, choć wirus obecnie jest "w uśpieniu", nic nie jest pewne i każda chwila uśmiechu jest niezwykle cenna. Dlatego warto cieszyć się tą płytą i czerpać przyjemność z jej słuchania. Muzycy nagrali ją w domowych warunkach podczas lockdownu, starając się przywołać nieco uśmiechu w tym trudnym czasie. Udało im się to zrobić bezbłędnie.

83%

Posłuchaj płyty: King Gizzard & The Lizard Wizard - Butterfly 3000

Aleksandra Wojcińska