sobota, 1 maja 2021

Gojira - Fortitude (30.04.2021)

W końcu nadszedł ten dzień - ukazał się siódmy studyjny album zespołu Gojira, materiał wyczekiwany od miesięcy z coraz większą niecierpliwością wraz z ukazywaniem się kolejnych zapowiedzi. Przyznaję, sama odliczałam dni do premiery, bo na czysto prywatnym polu francuski kwartet należy do moich ukochanych zespołów. Dźwięki te towarzyszą mi w różnych chwilach i nie raz podnosiły mnie na duchu, motywowały do działania i pomagały przetrwać.  "Fortitude" to kolejna świetna płyta Francuzów, która po włożeniu do odtwarzacza szybko nie trafi z powrotem na półkę. 

 

Na początek krótko i treściwie - jeśli podobała ci się "Magma", ten album sprawi ci wiele radości. Jeśli było inaczej, to i tak lepiej posłuchaj tego materiału, bo warto. Fani znajdą na tej płycie to, za co kochają zespół, a szczególnie te elementy, które stanowiły o sile poprzedniego wydawnictwa. "Fortitude" to kontynuacja zespołowego rozwoju w stronę uniwersalności. Brzmi to źle i trochę tak, jakby zespół broniący metalowych ideałów się sprzedał? 

Nagranie albumu, który w idealnych proporcjach połączy przystępność decydującą o czystej przyjemność odbioru, bez konieczności "przekonywania się" do danej muzyki z technicznym wyrafinowaniem, dopracowanym brzmieniem i spójnością przekazu to wyzwanie, któremu bardzo trudno sprostać. Czasem potrzeba kilkunastu, kilkudziesięciu lat, by osiągnąć taki poziom, przy którym po pierwszych taktach od razu wiadomo, jakiego zespołu się słucha w danym momencie, bez jednoczesnego zmęczenia słuchacza tymi samymi patentami. To potrafią tylko najwięksi i Gojira do nich należy. "Fortitude" tylko to potwierdza. To płyta, na której przystępność i melodyjność równoważą idealnie aspekty techniczne, ciężar zderza się z lekkością, emocjonalność dopełnia się z energetycznością, nadzieja przenika mrok. 

Przez kolejne lata grupa konsekwentnie szlifowała styl, wydając płyty niezbyt często, co 4 - 5 lat, choć nie tego oczekiwał rynek stawiający na promocję nowego materiału minimum raz na 2 - 3 lata i stawała się z roku na rok coraz bardziej popularna, gromadząc rzesze fanów na całym świecie i zyskując status kultowej w pewnych kręgach. Bracia wyprowadzili się do Stanów Zjednoczonych, tam też powstało zespołowe studio, nadszedł kontrakt z wielką wytwórnią.

"Fortitude" to album, który chłonie się jednym tchem, zapominając o tym, co nas otacza, czerpiąc niezmąconą niczym przyjemność słuchania dźwięków, które są jednocześnie ciężkie, hałaśliwe, mocne, mroczne, a zarazem niezwykle lekkie, podnoszące na duchu, chwilami wręcz ciepłe. Metalowe galopady przeplatają się z gitarowymi melodiami, chwytliwymi refrenami, dźwiękami rytualnymi, chórkami. Są tu fragmenty doskonałe, jak tajemnicza "Amazonia", tytułowa miniatura zaśpiewana czysto i trochę od niechcenia, przy akompaniamencie perkusjonaliów, płynnie przechodząca w nabierający mocy "The Chant" z niemal...progresywną solówką, który będzie jednym z koncertowych hitów, śpiewanych przez tłumy, podobnie jak "Into The Storm", czy odjechany "Grind". Są też takie, które zawierają elementy znane z poprzednich płyt, jak "Born To One Thing" i "Another World".

Jestem pewna, że ten album da wielu miłośnikom cięższych brzmień sporo radości nie tylko w kolejnych tygodniach czy miesiącach, ale w perspektywie kilku lat. To płyta, której można praktycznie nie wyciągać z odtwarzacza, zasłuchiwać się w niej bez końca i po prostu nią cieszyć. Niesie przy okazji też ważne przesłanie by cenić to, co się ma i dbać o wspólne dobro, jakim jest nasza planeta i zapierająca dech natura, potrzebująca ochrony przed nastawioną na konsumpcjonizm, postępującą za szybko cywilizacją. To także hołd dla rdzennych plemion zamieszkujących Ziemię, ich tradycji, kultury i wierzeń - walczącego o wolność Tybetu, brutalnie zawłaszczanej Amazonii. Nie mogę się doczekać momentu, gdy usłyszę te nagrania na żywo.

94% 

Posłuchaj płyty: Gojira - Fortitude