środa, 8 sierpnia 2018

Roger Waters - Us + Them Tour - Gdańsk, Ergo Arena, 5.08.2018


Porywające świetlno-wizualne widowisko, przełomowe kompozycje z repertuaru Pink Floyd, prawie trzygodzinny spektakl i ważny przekaz zawarty w słowie "RESIST" – tak pokrótce można opisać występy Rogera Watersa w ramach "Us + Them Tour". Trwająca od maja 2017 roku trasa koncertowa legendy rocka progresywnego nareszcie dotarła do Polski – artysta wystąpił 3 sierpnia w krakowskiej Tauron Arenie i dwa dni później w gdańskiej Ergo Arenie, wzbudzając kontrowersje i poddając w wątpliwość kondycję współczesnego świata.


Pomimo bardzo wysokich cen biletów koncert spotkał się z ogromnym zainteresowaniem słuchaczy. Nic w tym dziwnego – było to jedno z tzw. wydarzeń obowiązkowych dla sympatyków dźwiękowych pejzaży. Już na kilka godzin przed występem pod Ergo Areną zaczęła ustawiać się gigantyczna kolejka spragnionych wrażeń fanów. Wszystko po to, aby znaleźć się jak najbliżej centrum wydarzeń rozgrywających się na scenie. 

Zbudowany z dwóch części spektakl to starannie wyreżyserowane, dopięte na ostatni guzik, spójne widowisko, któremu należało poświęcić 100% uwagi, by w pełni zrozumieć płynący ze sceny przekaz. Pomocne okazało się już samo poprzedzające koncert wprowadzenie w postaci wizualizacji wyświetlanej na telebimie, której bohaterką była siedząca tyłem do widzów na nadmorskiej plaży dziewczyna, obserwująca poruszające się w rytm delikatnych, wyciszających dźwięków fale.  Podczas koncertu zgadzało się wszystko – przemyślane zagrania i ruchy muzyków, kolejność utworów opowiadających spójną historię oraz zapierające dech w piersiach wizualizacje, idealnie podkreślające treść i klimat poszczególnych kompozycji. W koncertowej setliście znalazło się siedem pozycji z ubiegłorocznej solowej płyty artysty "Is This Life That We Really Want" oraz najważniejsze nagrania z repertuaru Pink Floyd z przełomowych albumów "Dark Side Of The Moon", "The Wall", "Wish You Were Here" oraz "Animals". 


Aby zrealizować swoją wizję Waters zaprosił do współpracy doskonałych multiinstrumentalistów i wokalistów, którzy w zależności od utworu zamieniali się rolami, grając na gitarach akustycznych, elektrycznych, basowych, klawiszach i organach Hammonda. Całości dopełnili perkusista i saksofonista. Sam mistrz oprócz śpiewania grał także na basie, gitarze akustycznej i elektrycznej. W gitarowych improwizacjach prześcigali się znany ze współpracy ze Stevenem Wilsonem Dave Kilminster oraz Jonathan Wilson, śpiewający ponadto większość partii Davida Gilmoura. Prawdziwą gratką były natomiast popisy wokalne Jess Wolfe i Holly Laesing z indie popowego amerykańskiego zespołu Lucius, które zachwyciły wokalizami w „The Great Gig In The Sky” oraz „Mother”, ponadto porywając publiczność synchronicznym tańcem oraz rytmicznym uderzaniem w bębny. Co ciekawe, pomimo ogromu koncertowej sali, która może pomieścić dziesiątki tysięcy ludzi nagłośnienie nawet wysoko na trybunach było bez zarzutu. Nie było również problemów z widocznością. 

Nie od dziś wiadomo, że podczas swoich występów Roger Waters dobitnie dzieli się swoimi przekonaniami i poglądami politycznymi z publicznością. Działo się tak już przy okazji koncertów trasy "The Wall", w trakcie których na scenie budowany był wielki mur zdobiący okładkę albumu, będący metaforą podziałów międzyludzkich. Tym razem artysta postanowił skoncentrować uwagę słuchaczy na wizualnej stronie "Animals" oraz "Dark Side Of The Moon"... 

Wspominałam już, że koncert składał się z dwóch części przedzielonych dwudziestominutową przerwą, która nie była zwykłym czasem pozostawionym widzom na złapanie oddechu, rozprostowanie się i załatwienie potrzeb fizjologicznych. Na wielkim ekranie z tyłu sceny wyświetlały się hasła wyrażające bunt Watersa przeciwko antysemityzmowi, pogwałceniu praw człowieka, politycznym zagrywkom dyktatorów, których wymienił z nazwiska, niszczeniu dorobku ludzkości oraz środowiska naturalnego i bezsensownym politycznym wojnom, prowadzącym do śmierci niewinnych ludzi.  


Pierwszy, nieco spokojniejszy, bardziej atmosferyczny i refleksyjny set, podczas którego usłyszeliśmy między innymi "Speak To Me", "Breathe", "The Great Gig In The Sky", "Time", "Wish You Were Here" zakończyło brawurowe wykonanie "Another Brick In The Wall" Part 2 oraz Part 3 z udziałem grupy dzieci. Co istotne, w każdym mieście na trasie do udziału w koncercie zapraszane są kilkulatki mieszkające w nim. To wyjątkowy moment podkreślający jedność artysty z miejscem, w którym występuje. W Gdańsku, po zakończeniu występu i gromkiej owacji Waters wyraził podziw i uznanie dla młodych artystów, którzy mieli jedynie kilka godzin na zsynchronizowanie tanecznych ruchów i opanowanie układu oraz pozbycie się tremy związanej z występem przed kilkunastotysięczną publicznością. Podziękował także słuchaczom za okazane wsparcie i zaprosił na drugą część wieczoru. 

Po zakończeniu prezentacji haseł i poglądów artysty, pośród których dominowało "resist" przyszedł czas na wizualno-dźwiękowy manifest polityczny. Podczas pierwszych taktów "Dogs" nad płytą Ergo Areny zawisły gigantyczne ruchome ekrany, które ułożone zostały na kształt elektrowni zdobiącej okładkę "Animals". Posłużyły one do wyświetlenia ruchomych wizualizacji krytykującej politykę i postępowanie Donalda Trumpa. Waters ośmieszył hasła wyborcze, decyzje oraz samą postać prezydenta Stanów Zjednoczonych, przedstawiając go jako dyktatora, kłamcę i osobę niegodną zaufania. Nie zabrakło także zawieszonej nad ekranami świni oraz wielkiego balonu tego samego kształtu z hasłem "pozostań człowiekiem" w języku polskim i angielskim, które podkreśliły dodatkowo aktualność treści zawartych w kompozycjach Pink Floyd

Koncept "Animals" nawiązuje do "Folwarku Zwierzęcego" George’a Orwella, gdzie ludzie podzieleni są na trzy grupy - psy, świnie oraz owce. "Dogs" to muzyczna metafora żądnego pieniędzy i kariery pokolenia menedżerów, zaś "Pigs" dotyczy bezpośrednio ludzi na wysokich szczeblach władzy, polityków i urzędników państwowych. Siłę przekazu zwiększyło ponadto energetyczne wykonanie "Money". To nie były jednak jeszcze wszystkie wizualne atrakcje tego wieczoru. Pod koniec występu nad publicznością w pierwszej strefie płyty wyświetliła się olbrzymia laserowa piramida, nawiązująca do rozszczepienia światła białego przedstawionego na okładce "Dark Side Of The Moon".
Pomimo, że nie każdemu mogło się spodobać tak liczne wykorzystanie motywów politycznych podczas koncertu, należy jednak przyznać, że pomysł przekazania ważnych treści na tak dużym wydarzeniu to strzał w dziesiątkę. Muzyka to jedna z najlepszych form dotarcia do szerokiego grona odbiorców, poruszająca tłumy i mogąca skłonić do zmiany postępowania. Artysta w ten sposób chciał zaapelować do zgromadzonej publiczności o otrząśnięcie się z letargu i podjęcie walki o lepsze jutro. Podkreślał to także już samym tytułem najnowszego wydawnictwa, retorycznie pytając, czy właśnie takiego życia pragniemy (ang. Is This Life That We Really Want?). 

Waters miał bardzo dobry kontakt z publicznością. Słuchacze euforycznie reagowali na jego gesty, gdy przechadzał się wzdłuż sceny machając do fanów na trybunach, a przede wszystkim, gdy zszedł, by przybić piątki z osobami w pierwszym rzędzie. Pod koniec występu wyraźnie się wzruszył, kiedy publiczność obdarzyła go gromką owacją po wyrażeniu solidarności z Polakami walczącymi o wolność słowa i ubraniu koszulki z napisem konstytucja. Koncert zwieńczyło ujmujące wykonanie utworu "Wait For Her", opartego na tłumaczeniu artysty poezji Palestyńczyka Mahmouda Darwisha, przed którym Waters podkreślał leczniczą rolę miłości w ludzkim życiu nawiązując do swojego romansu z Palestynką oraz poruszająca, odśpiewana z publicznością wersja Floydowego "Comfortably Numb", po którym historia dziewczyny przewijająca się na wizualizacjach podczas całego koncertu zatoczyła koło. 

O samym występie można by opowiadać godzinami, a i tak temat nie zostałby należycie wyczerpany. Działo się tak dużo, że nie sposób w pełni wyrazić to w kilkudziesięciu zdaniach. Wszyscy obecni na scenie muzycy wykonali swoją pracę wzorowo i udowodnili, że zarówno nowe kompozycje, jak i te, które mają już ponad czterdzieści lat są ponadczasowe i uniwersalne