wtorek, 10 lipca 2018

Deafheaven – Ordinary Corrupt Human Love (13.07.2018)


Deafheaven – Ordinary Corrupt Human Love

O amerykańskim kwintecie Deafheaven zrobiło się głośno w 2013 roku za sprawą albumu "Sunbather", który zdobył serca słuchaczy nie tylko mocniejszych gitarowych dźwięków, lecz także młodszej grupy odbiorców, poszukujących nowych dźwięków najczęściej w obrębie elektroniki i indie rocka. Pięć lat później muzycy poszli o krok dalej i na swoim czwartym wydawnictwie zaskoczyli idealnie zbilansowanym połączeniem ciężaru i lekkości.


Znany z ekstremalnego uderzenia zespół postanowił nagrać pełną emocji, szczerą płytę. "Ordinary Corrupt Human Love" to siedem poetyckich kompozycji, w większości ponad dziesięciominutowych  będących połączeniem post i black metalowych ścian dźwięku zbudowanych z perkusyjnych galopad, hałaśliwych, lecz bardzo melodyjnych partii gitar, mrocznego klawiszowego tła i emocjonalnych wrzasków, z przepięknymi shoegaze'owymi pejzażami, progresywnymi gitarowymi solówkami i dream popową zwiewnością. 

Album jest spójny i najlepiej słuchać go w całości. W warstwie lirycznej jest to poruszająca opowieść o relacjach między ludźmi i życiu we współczesnym świecie, która zapoczątkowana w wielkomiejskim zgiełku, a kończąca w lesie, na łonie natury. Rozpoczyna się od filmowego "You Without End" z melorecytacją aktorki Nadii Kury. Utwór wyróżnia melancholijna partia fortepianu i przepięknie płynąca melodia. Krzyki George’a Clarke’a schowane są na drugim planie za gitarowymi szaleństwami. 

"Honeycomb" i "Canary Yellow" znane na kilka tygodni przed premierą, skutecznie zachęciły mnie do zapoznania się z całą płytą. Pierwszy z wymienionych utworów w początkowej fazie rozpędza się do granic możliwości, by w momencie kulminacyjnym wyciszyć się w post rockowym zakończeniu. Błyszczy tutaj perkusista zespołu Daniel Tracy, serwujący słuchaczom potężne galopady, które świetnie współbrzmią z gitarowymi pasażami i emocjonalną ekspresją Clarke’a. 

"Canary Yellow" to doskonałe połączenie shoegaze’owego piękna, znanego np. z twórczości Slowdive z black metalową energią. Melodia tej kompozycji chwyta za serce – gitarowe pasaże i solówki płyną tutaj niezwykle lekko, jednocześnie nie tracąc nic ze swej mocy. Przebojowości dodaje utworowi natomiast chór męskich głosów. Dream popową błogością ujmuje także "Near". 

"Glint" to kolejny emocjonalny ładunek tajemniczości i mroku, brzmiący dość klasycznie, lecz wciąż świeżo. Fantastycznie łączy się z "Death", porażającym zawrotną prędkością. Prawdziwą perłą na płycie jest czterominutowy "Night People" z gościnnym udziałem zjawiskowej Chelsea Wolfe. Artystka czaruje w nim swoim aksamitnym głosem, pięknie współbrzmiącym z wokalem Clarke’a, który pokazuje tutaj, że oprócz krzyku potrafi także zaśpiewać czysto.  Ten utwór mógłby z powodzeniem znaleźć się na którejś z płyt Slowdive lub Beach House. Album wieńczy dziesięciominutowy "Worthless Animal", będący kolejnym dowodem kunsztu gitarzystów i perkusisty zespołu, podkreślonym przeszywającym do szpiku kości wrzaskiem.  

"Ordinary Corrupt Human Love" to najpiękniejszy i najbardziej poruszający album Deafheaven, przekazujący uniwersalne wartości. Teksty oscylujące pomiędzy zanurzeniem w mroku a ucieczką w przestrzeń, życiem a śmiercią, teraźniejszością a przeszłością, pozostawiające słuchaczom dowolność interpretacji,  w połączeniu z brzmieniami jednoczącymi fanów różnych muzycznych gatunków to strzał w dziesiątkę. Płyty od początku do końca słucha się z zapartym tchem, chłonąc pełne mocy dźwięki i dając się ponieść emocjom. To godzinna, fantastyczna muzyczna podróż, którą chce się przeżywać wielokrotnie.

8/10 

Posłuchaj fragmentu: Deafheaven - Canary Yellow